Zum Inhalt springen

Sztukateria we wnętrzach – jak listwy i rozety zmieniają mieszkanie

Aus ColdControlRadio

Mam też wersalkę w kącie pokoju, która stoi tam głównie dla kota. To stary model, który dostałam od babci, ale po wymianie materaca na piankowy o grubości 12 cm działa świetnie. Wersalka ma stelaz listwowy, co zapobiega zapadaniu się sprężyn. Kot uwielbia na niej drzemać, bo jest blisko okna, a ja doceniam, że w ciągu dnia mogę na niej usiąść z książką. Problem pojawia się, gdy przychodzą goście na noc. Wtedy muszę ją rozkładać, a ponieważ mechanizm jest stary, robię to rzadko. Zastanawiam się nad wymianą na nową z pojemnikiem na pościel, żeby mieć gdzie schować koce. Na razie radzę sobie, trzymając je w pufie obok.

Estetyka to osobna historia. Długo szukałam sofy, która będzie pasować do jasnych ścian i drewnianej podłogi, a jednocześnie nie zdominuje przestrzeni. Postawiłam na tapicerkę welurową w kolorze musztardowym – brzmi odważnie, ale w małym salonie dodaje charakteru. Welur ma to do siebie, że jest miękki w dotyku i elegancki, ale trzeba uważać, bo łatwo zbiera kurz i sierść zwierząt. Jeśli macie psa lub kota, lepiej wybrać tkaninę o gęstszym splocie, na przykład z domieszką poliestru. Ja swojej welurowej kanapie poświęcam raz w tygodniu odkurzanie z odpowiednią końcówką, ale opłaca się – goście zawsze pytają, gdzie kupiłam taki designerski mebel.

Pamiętam, jak szukałam sposobu na ukrycie nierówności ścian w sypialni. Zamiast kłaść nowy tynk, postawiłam na sztukaterię we wnętrzach. Wybrałam rozetę nad łóżkiem i klasyczne profile wokół okna. Nie dość, że krzywe ściany przestały rzucać się w oczy, to jeszcze całość zyskała elegancki rys. Dołożyłam do tego łóżko z pojemnikiem na pościel, które ma stelaż listwowy i materac piankowy o wysokości 16 centymetrów. Dzięki temu w szufladzie pod spodem zmieściłam koce i poduszki, które wcześniej leżały na wierzchu.

W kuchni też musiałam wprowadzić zmiany. Kot uwielbiał wskakiwać na blat, więc zamontowałam półkę na ścianie, gdzie stawiam jego miski. Dzięki temu nie muszę martwić się o jedzenie na blacie. Aby ułatwić sobie życie, kupiłam maty antypoślizgowe pod miski, które nie przesuwają się, gdy pies żarłocznie je. W spiżarni trzymam suchą karmę w szczelnym pojemniku, który nie przepuszcza zapachów. To ważne, bo inaczej zwierzęta nachodzą mnie w nocy.

Największym wyzwaniem był przedpokój. Wąski, długi, bez okna. Postanowiłam położyć na ścianach tapetę w drobne romby, a na górze zamontować gzyms. Sztukateria we wnętrzach świetnie łączy różne materiały. Gzyms oddzielił tapetę od białego sufitu, co optycznie skróciło korytarz i sprawiło, że przestał przypominać tunel. Do tego wstawiłam wersalkę – wąską, na dwóch nogach, z miejscem na buty pod siedziskiem. Funkcjonalność i styl w jednym.

Kiedy pierwszy raz stanęłam przed wyzwaniem urządzenia małego salonu w bloku z lat 70., poczułam się jak przed układanką, w której każdy element musi idealnie pasować. Chciałam, żeby to miejsce było reprezentacyjne, ale też funkcjonalne na co dzień. Problem pojawił się, gdy uświadomiłam sobie, że ten sam pokój ma służyć jako sypialnia dla gości. Zaczęłam szukać rozwiązań, które nie zniszczą estetyki, a jednocześnie zapewnią komfortowy sen. Od razu wiedziałam, że nie chcę typowej wersalki, która po rozłożeniu zajmuje pół pokoju i wygląda jak relikt przeszłości. Zależało mi na czymś, co będzie wyglądać jak normalna sofa, a w razie potrzeby zamieni się w wygodne łóżko. I wtedy odkryłam, że kluczem jest dobrze dobrana kanapa z funkcją spania.

Kolejna kwestia to materac piankowy. Wiele osób myśli, że każdy piankowy wypełniacz będzie taki sam, ale to ogromny błąd. Kiedyś doradzałam przyjaciółce przy zakupie i trafiłyśmy na model zaledwie z 10 cm pianki – po miesiącu użytkowania materac zaczął się odkształcać. Teraz zawsze sprawdzam, czy grubość wynosi co najmniej 16 cm, a najlepiej, żeby pianka była wysokoelastyczna z dodatkową warstwą termoelastyczną. Taki materac piankowy na stelażu listwowym to gwarancja, że goście nie obudzą się z bólem kręgosłupa. I co ważne – nie trzeba dokupować osobnego materaca na wierzch, co jest ogromnym ułatwieniem, gdy brakuje miejsca na przechowywanie dodatkowej pościeli.

Przez pierwsze miesiące popełniłam też błąd, ustawiając biurko tyłem do okna. Ekran laptopa odbijał światło, a ja mrużyłam oczy do obiadu. Teraz blat stoi bokiem do parapetu, a lampa biurkowa z regulowanym ramieniem oświetla dokumenty bez oślepiania. Do tego dołożyłam kilka doniczek z ziołami na parapecie – mięta i bazylia rosną szybko, a ich zapach poprawia koncentrację. To drobiazgi, ale właśnie one sprawiają, że aranżacja biura w domu przestaje być tylko zestawem mebli, a staje się miejscem, w którym chce się przebywać. Nawet gdy za oknem szaro, zielone liście przypominają o wiośnie.